Uważnie obserwowałem jazdę rudowłosej Zuzanny. Dziewczyna, z tego co mi opowiadała, pochodziła z Polski i stąd to dziwaczne imię. Rudowłosa wcześniej miała styczność z końmi, co było widać już po pierwszych kilku minutach jazdy; Isaac, jeden z najbardziej niesfornych koni, idealnie z nią współpracował, a z tym koniem to był nie lada wyczyn.
Dziewczyna spojrzała na mnie niespokojnie, a ja uniosłem kciuki do góry. Nie rozumiałem, dlaczego potrzebowała mojej pomocy. Jak dla mnie, jeździła bardzo dobrze.
- I jak? - spytała, kiedy podjechała do mnie i zsiadła z konia.
- Bardzo dobrze - mówiąc to, poklepałem ogiera po pysku. Zwierzę zarżało zadowolone. - Wygląda na to, że Isaac cię polubił.
- To mądre stworzenie - poklepała ogiera po szyi.
- I wredne - dodałem z lekkim uśmiechem.
- Może trochę - wyszczerzyła białe ząbki. - Kiedy następna lekcja?
- Dopiero za tydzień, robię sobie krótki urlop.
- Ach... Dobrze. Zatem, do zobaczenia - powiedziawszy to, zaczęła kierować się do stajni. Pomachałem jej ręką na pożegnanie, po czym sam ruszyłem na pastwisko, gdzie była moją kobyłka.
Tancerka wyczuła mnie, gdy tylko znalazłem się kilkadziesiąt metrów od niej. Oderwała łeb od zielonej trawy i zarżała radośnie na mój widok. Miała już całe pięć lat, a mi zdawało się, że była ze mną od znacznie dłuższego czasu.
W mieście byłem od całych pięciu lat, z początku mieszkałem u jakiejś rodziny zastępczej, która zdecydowała się mnie adoptować. Pierwszy dzień w nowym mieście i "ojciec" od razu zabrał mnie do stadniny znajdującej się na obrzeżach miasta. Już wcześniej miałem kontakt z tymi dumnymi stworzeniami, jakimi są konie, więc nie było to dla mnie nowością. Zdziwieniem był dla mnie natomiast fakt, że ten "ojciec" podarował mi jedną ze swoich nowo narodzonych kobyłek. Wybór padł na siwą klacz rasy czystej krwi arabskiej. Odwiedzałem Tancerkę kiedy tylko mogłem, a kiedy nadszedł odpowiedni czas, z pomocą jednej osoby, zacząłem ją trenować, przez co trochę zaniedbałem naukę. Cóż, ale i tak mam świetną pracę, nawet z tymi jedynkami z matmy na koncie.
Już z Tancerką wracałem do stajni. Już z dala zauważyłem, jak przy wejściu kręci się jakaś dziewczyna. Spoglądała na innych trenerów, którzy jeszcze nie skończyli swoich zajęć, ale do nich nie podchodziła. Pewnie nie chciała im przeszkadzać. Dopiero kiedy ja minąłem ją w drzwiach, usłyszałem ciche:
- Przepraszam...?
- Tak? - powiedziałem ciepło, zatrzymując się i posyłając jest przyjazny uśmiech.
Aria?