Po wyjściu przygotowałem jedzenie dla psów, wymieniłem im wody i sam również zjadłem kanapkę. Wyszliśmy na 20 minutowy spacer, później musiałem iść na zakupy aby uzupełnić stan lodówki, była już prawie pusta.
Szedłem wzdłuż chodnika, słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, ogólnie było dość ciepło. Sklep był już niedaleko, jednak w pewnym momencie postawny, wysoki mężczyzna popchnął kobietę przede mną, udało mi się ją złapać nim upadła. Spiorunowałem wzrokiem faceta.
- Nienormalny pan jest? Mogła sobie głowę rozbić, albo na ulicę wpaść! - fuknąłem zły.
- Mogła mi wejść z drogi. - warknął grubym głosem i ruszył dalej, uderzając mnie z bara.
Zacisnąłem zęby i powstrzymałem się żeby za nim nie pobiec i nie dać w mordę.
- Wszystko w porządku? - spytałem blondynkę, którą nadal lekko podtrzymywałem za ramię.
Lily?