6 sty 2017

Od Lily cd Maksa

Obudził mnie pisk i drapanie kołdry, która przez co niedługo spadła na ziemię. Psy domagały się wyjścia na spacer. Wedle ich woli wstałam i zrobiłam codzienne czynności, aby móc wyjść z domu. W czasie mycia podstawiłam im pod nos karmę. Jak się rzuciły, tak miski były puste.
Założyłam na siebie płaszcz, zawiązałam buty i nałożyłam czapkę. Sięgnęłam ręką po smycz i dwójnik zapinając samice. Obeszliśmy całe osiedle. Miałam zamiar zrobić jeszcze jedno kółko, jednak gdy obijaliśmy dom psy zaczęły ciągnąć w jego stronę.
Rozebrałam się zostając w samych spodniach i bluzie. Weszłam do kuchni. Popchnęłam nogą psią zabawkę, aby znalazły jakieś zainteresowanie. Zaparzyłam sobie herbaty. Po pomieszczeniu rozległa się melodia z mojego telefonu, ktoś dzwonił. Odebrałam i słuchałam co miał do powiedzenia. Przytakiwałam na każde osobne zdanie, aby miał świadomość że jestem po drugiej stronie. Dzwoniła moja przyjaciółka Katy z prośbą o udostępnienie jej lokalu. Przygryzłam wargę i biłam się z myślami. Z jednej strony powinnam jej ufać, jednak po ostatnim razie moje zaufanie nieco spadło. Zgodziłam się. Ponownie wyszłam z domu, tym razem bez psów zostawiając zapasowy kluczyk pod wycieraczką. Nie wiedząc gdzie się podziać, wybrałam się do sklepu. Oczekiwałam, że doszedł już mój prenumerat, i tak ma już spóźniony termin dostawy.
Stanęłam na krawężniku czekając aż światło zmieni się z czerwonego na zielone. Wchodząc na chodnik poczułam silne uderzenie w bok.
Zostałam staranowana przez masywnego, starszego mężczyznę który nie zważył na mój upadek. Zamortyzował go chłopak, który zainteresował się sytuacją. Złapał mnie i pomógł wstać na nogi awanturując się z mężczyzną.
- Wszystko w porządku? - olał faceta, łapiąc mnie pod pachę i stawiając na nogi. Sprowadził nas na chodnik.
- Nie wiem. - odpowiedziałam to, co myślałam. Niby nic mi się nie stało, a jednak.

Maks?